Co to ma znaczyć! – wściekły Zayn wszedł do kuchni rzucając gazetą o stół.
- Ciszej się nie da? – zamknęłam oczy i podparłam łokciami o blat. Jak zawsze po imprezie bolała mnie głowa.
- Ile razy mówiłem ci, abyś nie chodziła na imprezy kiedy mnie nie ma! Wszyscy wiemy że nie umiesz postawić sobie granicy co do alkoholu.
- Czekałam na ciebie, ale najwyraźniej byłeś zbyt zajęty. – z trudem spojrz...ałam na jego zdenerwowaną twarz.
- Zeszło nam się z chłopakami w wytwórni. Nie musiałaś iść od razu chlać. – wycedził przez zęby stając przy drugim końcu stołu. – Powiedz mi, w czym tkwi problem? – zapytał trochę spokojniejszym głosem.
- Ty jesteś moim problemem, Zayn. – odparłam i poszłam do naszej sypialni zamykając ją na klucz.
- Kochanie, otwórz. Nie powinienem się tak unosić. Przepraszam. – od dwóch godzin siedział oparty o drzwi. – Porozmawiajmy spokojnie.
Gdy otworzyłam od razu zerwał się na równe nogi, ocierając łzy.
- Wybierasz się gdzieś? – spojrzał zdziwiony plecak zawieszony na moim ramieniu.
- Tak, pomieszkam kilka dni u koleżanki. Myślę, że dobrze nam to zrobi. Może uda ci się zapomnieć o twojej dziewczynie alkoholiczce. – przecisnęłam się obok niego, zbiegając po schodach.
- To nie tak! Zostań w domu, wszystko się ułoży.
- Zayn, nic się nie zmieni. Twoi fani mnie nienawidzą, rodzina nie toleruje. W końcu i ty będziesz miał mnie dość. – założyłam buty i już naciskałam klamkę, gdy chłopak przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
- Jesteś całym moim życiem, rozumiesz? – dotknęłam jego mokrego od łez policzka.
- Żegnaj Zayn. – odwróciłam się i wyszłam z tego mieszkania, zostawiając go samego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz