Deszcz padał jak nigdy przedtem, a pioruny uderzały z każdej strony. Wiatr kołysał szaleńczo mocno koronami drzew, a on stał pośrodku ciemnego lasu krzycząc histerycznie w stronę nieba.
-Czemu mnie zostawiłaś?! Odeszłaś bez słowa...
Z jego oczy wypływała łza, za łzą. Nie rozumiał swojego losu. Dlaczego gdy wszystko zaczęło się układać,
najważniejsza osoba w jego życiu odeszła do nieba, wyszła z domu już nigdy nie wracając.
Bezsilnie upadł na ziemię i schował zapłakaną twarz w dłonie.
-Ja Cię potrzebuję,
Spoglądał na jej zdjęcie z miłością, tęsknotą ale i cierpieniem. Chciał znów usłyszeć jej aksamitny głos łagodzący dusze, poczuć jej dotyk, zapach oraz smak jej ponętnych, różowych ust albo chociaż znać powód jej ucieczki.
-Lou..- cichy dźwięk rozniósł się po lesie, obijając echem o pnie wysokich drzew.
Chłopak podniósł głowę i rozejrzał się - nikogo nie było.
-Loueh... - dźwięk stał się bardziej wyraźny, a oczy chłopaka znacznie się powiększyły.
-To nie możliwe...- powiedział cicho z niedowierzaniem.
-To na prawdę ja,
-To nie możliwe - powtórzył jednak tym razem głośnej spoglądając w dal przerażonym wzrokiem.
-Idź dalej.
W jego umyśle błądziło tak wiele
myśli na raz. Zdrowy rozsądek mówił, że to tylko omamy - w końcu, ona..ona nie
żyje, ale coś w środku, w jego sercu mówiło, że musi jej posłuchać.To wszytko wydawało się takie nierealne, jednak jak to mówią "Idź za głosem serca".
Powoli wstał, drżąc każdą częścią ciała i niepewnie postawił pierwszy krok.
Każdy kolejny coraz bardziej przybliżał go do celu. Bał się jak nigdy przedtem, ale nie potrafił oprzeć się tej pokusie jakim była Ona - jego ukochana
Wiatr rozwiewał jego włosy na wszystkie strony, a mróz dawał się we znaki sprawiając że jego poliki zaczerwieniły się, a ręce skostniały.
Spojrzał przed siebie. Ujrzał wielką, czarną, lekko uchyloną bramę.
-Idź dalej.. - powiedziała, i tak zrobił.
Pchnął mocno metalowe wrota, które mocno zaskrzypiały atakując jego uszy.
Nie wiedząc kiedy znalazł się w starym budynku.
Pomieszczenie w którym się znajdował wyglądało niebywale pięknie i tajemniczo. Białe, przebarwione ściany ozdobione były zniszczonymi, wielkimi obrazami. Wnętrze oświetlały pozapalane świeczki w wielkich, złotych pochodniach. Ziemia wyłożona była czerwonym dywanem, na którym znajdowały się błotne ślady czyiś stóp. Chłopak szedł dalej. Z sufitów zwisały kremowe oraz białe, podarte materiały.
Nagle usłyszał...dźwięk fortepianu. Czyste brzmienie płynące z jego wnętrza.
Chłopak niczym w amoku ruszył na poszukiwanie źródła akompaniamentu. Wszedł po zniszczonych, marmurowych schodach trzymając się z masywną poręcz.
-Gdzie jesteś? - pytał pod nosem zdesperowany.
Wiedział że to ona. Wiedział to. Tylko jej palce potrafi wyczynić takie cuda z klawiszami instrumentu.
Tylko
Skierował się korytarzem na prawo. Na przeciw znajdowały się wielkie, drewniane drzwi z kluczem w zamku.
Louis z prędkością światła znalazł się już obok i przekręcił klucz w prawo. Drżącą ręką złapał za miedzianą klamkę i z sercem w gardle pociągnął ją do dołu.
Niepewnie wszedł przez próg.
-Witaj Loueh.. - usłyszał.
Spojrzał w stronę z której przybył głos.
-
-Nie bój się mnie ... - powiedziała, wstając.
-Ale jak..? - pytał nie dowierzając i cofając się nieco w tył.
-Nie zadawaj pytań, Lou...
-Nie możliwe - odparł Tomlinson
walcząc sam z sobą. Przecież ona nie żyje, ale zarazem jest taka
prawdziwa.Dziewczyna zaśmiała się delikatnie.
-Jestem tu dla Ciebie, obiecałam że zawsze będę.
Zaczęła iść w jego stronę, a w jego oczach zbierały się łzy bólu.
-Ja też tęsknie, Lou. Brakuje mi cholernie wszystkiego co z Tobą związane. Chcę znów słuchać twojego śmiechu, spoglądać w twoje oczu i czuć twój czuły dotyk, jak kiedyś.
Ostanie słowa wyszeptała prosto w jego twarz. Chłopak stał w bezruchu. Nie wiedział co ma zrobić, a
-Czujesz to, Lou? Jestem tu, tak jak byłam zawsze. Znów możesz mnie poczuć. Nie zmarnuj tej szansy.
Chłopak zamrugał kilkakrotnie oczami i nie wierząc sam sobie, zetknął ich czoła, a następnie delikatnie musnął jej rozgrzane, pełne usta. Poczuł to co kiedyś.
Z większą zachłannością całował jej zgłodniałe jego smaku wargi, ożywiając kolejne doznania w swoim organizmie. Swoje dłonie wplótł w jej wilgotne, potargane włosy. Pragnął jej bliskości, a z drugiej strony uważał to za obłęd.
Dotykał ją po całym ciele, rozkoszując się chwilą. Szeptał do ucha jak bardzo tęskni.
-Louis! - w domu rozbrzmiał czyjś głos. - Gdzie jesteś?! - Chłopak poznał te głosy. To Zayn i Harry.
Nagle poczuł, jak coś szarpie jego ramieniem.
-Zostawcie mnie!
-Louis! Tu nikogo nie ma! - próbował wytłumaczyć mu jeden z nich.
-Ona tu jest! Nie widzisz jej!? Czuje jej dotyk! - łzy płynęły strumieniami z jego spuchniętych oczu.
Zayn stanął przed chłopakiem łapiąc go rękoma mocno za policzki.
-Lou, spójrz na mnie - powiedział spokojnie - Louis. Uspokój się.
Chłopak zamilkł.
-Jej tu nie ma. - odparł cicho.
Louis zaczął kręcić głową, zaprzeczając.
-Shhh...Ale spokojnie, Louis. Ona na Ciebie czeka. Kocha Cię i będzie przy Tobie - ale duszą, Tommo.
Po tych słowach brunet rzucił mu się w objęcia i zaczął mocno płakać.
-Ja już nie daje rady - przyznał, łkając.
-Dasz radę, Lou - powiedział Harry - Obiecywałeś jej, że dasz radę, choćby nie wiadomo co się miało stać, pamiętasz?
Te słowa podziały na chłopaka niczym zimna woda. Oprzytomniał i zdał sobie sprawę, że obiecał jej to. Nie może jej zawieść.
-Chodźmy stąd - powiedział, a po chwili trójka przyjaciół w niezbyt przyjemnych nastrojach udała się w drogę powrotną do domu.
Kiedy przyjaciele wrócili do domu Louis od razu pomaszerował do swojego pokoju. Zakluczył drzwi i rzucił się na łózko.
Zawsze kiedy mówią o miłości jest pełno radości, szczęścia i śmiechu. Nikt nigdy nie wspomniał, że może ona mieć negatywne skutki. Nie powiedziano mi , że kiedy ona odejdzie zacznie się ból i cierpienie.
-Dam radę,