sobota, 12 stycznia 2013

Dla mojej Belli ona wie kto to

-I nigdy więcej mnie nie dotykaj.-szepnął, gdy próbowała chwycić jego rękę.
-Liam!-krzyknęła gdy odsunął się od niej na kilka kroków.
...-Nie. Znikaj z mojego życia.
-Nie możesz! Słyszysz?! Nie możesz...-płakała osuwając się na kolana i patrząc na znikające za drzwiami plecy chłopaka.

To był sobotni wieczór. Jeden z tych ciepłych, lubianych przez wszystkich wieczorów. Gdy młodzież imprezowała, a alkohol lał się strumieniami.
Ona siedziała w kuchni, na podłodze, i płakała. W dłoniach ściskała kawałek plastiku z dwoma błękitnymi kreseczkami. To było Jego dziecko. Jego i nikogo innego... A ona... Wyciągnęła dłoń po telefon. Wybrała numer i nacisnęła zieloną słuchawkę.
-Louis, przyjedź. Przyjedź, błagam.-dławiła się prosząc przyjaciela.
-Bella? To t...
Rozłączyła się. Wstrząsały nią dreszcze i kolejne wybuchy płaczu.
-Nieee!-wrzasnęła zrozpaczona i rzuciła plastikowym prostokątem o ścianę.-Niee. Nie. Niee.
W głowie rozbrzmiała jej przysięga, którą złożył po kilku miesiącach znajomości. "Nie odejdę, nigdy cię nie zostawię. Nie skrzywdzę ani ciebie, ani nikogo kto będzie ci bliski. Będziemy zawsze. Na zawsze razem."

Lou wbiegł do ciemnego domu. Martwił się o Bellę. To co działo się między nią a Liamem wymykało się wszystkim spod jakiejkolwiek kontroli. Usłyszał płacz i trzaski tłuczonego szkła. Pobiegł do kuchni.
-Bella! Co ty wyprawiasz!-krzyknął i podbiegł do przyjaciółki.
-Niee...-chlipnęła.
-Co ty robisz, dziewczyno. No już. Już dobrze.-mocno ją objął i zaczął uspokajać.-Już jestem. Już dobrze.
Abstrakcyjny widok. Dwoje ludzi, siedzących na podłodze, w odłamkach szkła i kroplach krwi, tulących się do siebie. Szkoda tylko, że chłopak był niewłaściwą osobą na niewłaściwym miejscu.

Drzwi otworzyły się cicho i Liam wszedł do domu. Usłyszał płacz i głos Tommo:
-Bella, no już, już dobrze. Uspkój się. Co się stało? Maleńka, gdzie Liam? Co się między wami zdarzyło?
Stanął w drzwiach kuchni i oniemiał. Szkło. Tysiące maleńkich odłamków. Krew. Mnóstwo plam.
-Ja je zabiłam!-zapłakała.-Zabiłam je! Rozumiesz?! Zabiłam je!-krzyczała bijąc chłopaka pięściami.
-Bella, kogo zabiłaś?
-Zabiłam je...-zaszlochała i wskazała palcem ścianę.
Liam gwałtownie się cofnął. A więc to tak. To z nim go zdradzała. Z jego przyjacielem. Usłyszał kroki, a potem zduszony głos:
-Jasna cholera.

-Bel, byłaś w ciąży?-Louis patrzył na dziewczynę z przerażeniem.
-On odszedł. Ja nie miałam siły. Obiecał, że nigdy tego nie zrobi. Zniknął. Ja potknęłam się... Spadłam ze schodów... Ja wiedziałam już w tedy... Chciałam mu powiedzieć... Ale on... A teraz... Nie ma... Zabiłam...
Liam usłyszał kolejny brzęk szkła.

-Bella, nosiłaś nasze dziecko?-stanął w progu, ze splecionymi na klatce piersiowej dłońmi.
-Liam...-szepnęła patrząc na jego sylwetkę.
-Pytałem, czy byłaś w ciąży.-rzucił twardo.
-Liam ja nie...
-Nic już nie mów.-podszedł do szuflady.-To i tak nic nie zmieni. Paiętasz co ci obiecałem?-zapytał.
-Że zawsze będziemy razem.-wyszeptała.
-Właśnie. Obiecałem, że zawsze będziemy razem.-wyciągnął z szuflady nóż.-A skoro ono już nie żyje... To chyba czas na nas.-wyszeptał i pchnął ją nożem.
Powietrze przeszył krzyk bólu i rozpaczy. Nim Lou zdążył zrobić krok chłopak wbił nóż w swój brzuch. Krew lała się strumieniami. Wszystko było bordowe. Liam podczołgał się do dziewczyny i wyszeptał:
-Nie umiałem żyć bez ciebie. A skoro nie potrafiliśmy razem być żyjąc, może uda nam się to po śmierci.
A potem złożył na jej ustach ostatni pocałunek.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz